Rozebrałyśmy się w Dubrowniku
👁
1 311 Wyświetlenia
Diana and Elizabeth: Diana i Elizabeth, dwie przyjaciółki na całe życie z Wielkiej Brytanii, odkrywają ukrytą naturystyczną zatoczkę w Chorwacji — i to, co zaczyna się od zażenowania, zamienia się w zmysłową wolność, pewność siebie i nowy sposób patrzenia na własne ciało.
Nazywam się Diana. Elizabeth jest moją najlepszą przyjaciółką, odkąd sięgam pamięcią. Obie mamy po 35 lat, pochodzimy z Wielkiej Brytanii i szczerze mówiąc, od dawna należymy do tych kobiet, które przy kieliszku wina rozmawiają o siłowni częściej, niż faktycznie tam bywają.
Mogłyśmy żartować z siebie, ile chciałyśmy, ale w głębi duszy obie byłyśmy zbyt krytyczne wobec własnych ciał. Miękki brzuch, biodra, jeden kieliszek za dużo, zbyt późna kolacja — wszystko to zauważałyśmy szybciej niż własną atrakcyjność.
Do Dubrownika pojechałyśmy po prostu, żeby uciec. Chciałyśmy słońca, morza, pięknych uliczek i poczucia, że nikt nas nie zna. Chorwacja od razu nas ujęła: rozgrzany kamień, przejrzysta woda, słone powietrze, lekkie sukienki przyklejające się do skóry po długich spacerach. Wszystko wokół zdawało się popychać nas ku odrobinie większej śmiałości.
Pewnego dnia, w małym barze nad wodą, wdałyśmy się w rozmowę z miejscowym chłopakiem. Opalony, uśmiechnięty, wyluzowany — z tych mężczyzn, którzy zdają się urodzeni nad morzem. Zapytałyśmy go, gdzie znajdziemy plażę bez tłumów turystów. Opowiedział nam o skalistej zatoczce: kamienie tuż przy wodzie, metalowa drabinka wbita w skałę, głębokie, czyste morze.
Potem dodał:
— Ludzie często opalają się tam bez ubrań.
Spojrzałyśmy z Elizabeth na siebie i od razu wybuchłyśmy śmiechem. Tym śmiechem, którego kobiety używają, gdy udają, że w ogóle ich to nie interesuje, choć coś w środku już się zapaliło. Widziałam jej oczy. Ona widziała moje.
Następnego dnia tam pojechałyśmy.
Zatoczka była niemal nieprzyzwoicie piękna. Wielkie, rozgrzane skały, błękitne morze, metalowa drabinka schodząca prosto do wody. Kilka osób leżało na ręcznikach. Niektórzy byli nadzy, ktoś schodził do morza, ktoś po prostu siedział na skraju skał i rozmawiał. A najdziwniejsze było to, że nikt nie wyglądał na zażenowanego.
Stałyśmy tam w kostiumach kąpielowych, udając, że wybieramy miejsce.
W środku cała drżałam.
Najbardziej nieoczekiwane było to, że nie krępowałam się obcych tak bardzo jak Elizabeth. Znałyśmy się całe życie: zmęczone, pijane, bez makijażu, po rozstaniach i złych dniach. Ale rozebranie się całkowicie przy niej wydawało się czymś innym. Zbyt szczerym. Zbyt bliskim.
Ona też była zdenerwowana. Wciąż poprawiała kostium, żartowała zbyt głośno i zerkała na inne kobiety, które spokojnie opalały się bez ubrań.
Rozłożyłyśmy ręczniki na płaskiej skale i położyłyśmy się w kostiumach. Przez jakieś dziesięć minut nie mówiłyśmy nic. Morze poruszało się pod nami, słońce grzało skórę, a obok ktoś spokojnie schodził po drabince do wody zupełnie nago.
Nagle nasz strach zaczął wydawać się śmieszny.
To ja pierwsza powiedziałam:
— Może… góra?
Elizabeth odwróciła głowę i spojrzała na mnie tak, jakbym wypowiedziała jej własną myśl.
— Tylko razem.
Usiadłyśmy i obie zaśmiałyśmy się nerwowo. Czułam, jak płonie mi twarz. Odwróciłyśmy się do siebie plecami, choć niczego to nie zmieniało, i niemal jednocześnie rozpięłyśmy góry bikini.
Cichy trzask.
Chwila ciszy.
Słońce dotknęło skóry, która zwykle zawsze była zakryta. Było to dziwne, niezręczne, gorące — i strasznie przyjemne. Leżałam na brzuchu, ale po minucie zdałam sobie sprawę, że chcę się obrócić. Nie dlatego, że nagle stałam się odważna. Moje ciało po prostu pragnęło słońca.
Elizabeth też się obróciła. Leżałyśmy obok siebie z odsłoniętymi piersiami, udając, że to zupełnie normalne. Ale między nami wisiała drgająca niezręczność — gorąca, żywa, niemal słodka.
Szepnęła:
— Boże… czemu nie zrobiłyśmy tego wcześniej?
Roześmiałyśmy się i napięcie zaczęło topnieć.
Ale został ostatni krok.
Zdjęcie dołu było znacznie trudniejsze. Długo krążyłyśmy wokół tej chwili: wstawałyśmy, siadałyśmy, żartowałyśmy, znów milkłyśmy. Kostium nagle przestał być ochroną, a stał się zbędnym kawałkiem materiału między ciałem a morzem.
W końcu Elizabeth westchnęła:
— Jeśli nie teraz, później będziemy żałować.
I zdjęła wszystko.
Ja zrobiłam to samo niemal natychmiast.
Pierwsze sekundy były szalone. Powietrze dotknęło mnie całej. Kamień pod stopami był gorący. Czułam swoje ciało tak wyraźnie, jakby wreszcie się obudziło. Stałyśmy nago w chorwackiej zatoczce i patrzyłyśmy na siebie — nieśmiało, ze zdziwieniem, niemal z niedowierzaniem.
A potem zaczęłyśmy się śmiać.
Nie nerwowo, ale z ulgą. Jakby to, co z siebie zdjęłyśmy, było nie tylko kostiumami, ale latami kompleksów.
Nie byłyśmy idealne. I nagle przestało to mieć znaczenie. Byłyśmy dorosłymi kobietami: żywymi, miękkimi, prawdziwymi. Było w tym tyle siły i piękna, że zrobiło mi się jeszcze goręcej niż od słońca.
Kiedy zeszłam po metalowej drabince do morza bez kostiumu, zaparło mi dech. Woda oplotła od razu całe moje ciało. Żadnych ramiączek, żadnego mokrego materiału, niczego nie trzeba było poprawiać. Zanurkowałam, wynurzyłam się i roześmiałam tak głośno, że Elizabeth nie wytrzymała i weszła za mną.
Gdy dotarła do wody, jej twarz się zmieniła. Cały niepokój zniknął. Został tylko zachwyt.
— Teraz rozumiem — powiedziała.
— Co?
— Dlaczego ludzie do tego wracają.
Potem nie chciałyśmy się już ubierać.
Leżałyśmy na skałach, rozmawiałyśmy, plotkowałyśmy, śmiałyśmy się — jak zawsze, tyle że teraz nie było już między nami żadnego muru. Nie wciągałyśmy już brzuchów, nie szukałyśmy korzystnego ujęcia, nie zasłaniałyśmy się ręcznikami. I z tej szczerości rodziło się dziwne, ciepłe, niemal elektryzujące napięcie.
Tak, to było zmysłowe.
Nie prostackie i nie wulgarne. Ciało po prostu czuło się żywe. Każdy podmuch wiatru, każda kropla wody, każde przelotne spojrzenie stawało się iskrą. Czasem ktoś przechodził obok. Czasem czyjś wzrok zatrzymywał się o sekundę dłużej. I za każdym razem serce zamierało mi na moment, a potem to, co wzbierało we mnie, nie było wstydem, lecz podnieceniem.
Wciąż spoglądałyśmy z Elizabeth na siebie i uśmiechałyśmy się jak dwie dziewczyny, którym udało się zrobić coś zakazanego. Tyle że teraz się nie bałyśmy. Było w tym coś słodkiego, zabawnego i niesamowicie wolnego.
Pod wieczór wróciłyśmy do Dubrownika opalone, rozluźnione i niemal pijane od słońca. W hotelu wzięłyśmy prysznic, włożyłyśmy lekkie sukienki i poszłyśmy do baru.
Tam poznałyśmy dwóch przystojnych chłopaków. Nic wulgarnego — koktajle, śmiech, komplementy, spojrzenia, rozmowy odrobinę bliższe, niż trzeba. Ale czułam, że z Elizabeth emanuje z nas coś nowego. Było w nas więcej śmiałości, więcej kobiecości, więcej tej energii, której nie da się udawać.
Jeden z nich zapytał:
— Jak minął wam dzień?
Elizabeth spojrzała na mnie i się uśmiechnęła.
— Bardzo swobodnie.
Obie się roześmiałyśmy. I zdałam sobie sprawę, że to najtrafniejsza możliwa odpowiedź.
Tej nocy długo myślałam o tym, że zmysłowość nie zawsze zaczyna się od czyjegoś dotyku czy słów. Czasem zaczyna się w chwili, gdy przestajesz ukrywać się przed samą sobą. Zdejmujesz kostium. Stajesz na gorącej skale. Czujesz strach. Nie uciekasz. I nagle rozumiesz, że twoje ciało wciąż potrafi pragnąć, drżeć, przyciągać i odpowiadać na spojrzenie.
Następnego dnia wróciłyśmy do tej zatoczki.
I tym razem prawie w ogóle się nie krępowałyśmy.
Kostiumy zostały w torbie głównie dla formalności. Opalałyśmy się nago, pływałyśmy, śmiałyśmy się i rozmawiałyśmy o tym, ile lat zmarnowałyśmy, krytykując same siebie. A im dłużej rozmawiałyśmy, tym jaśniejsze się stawało: problemem nigdy nie były nasze ciała. Problemem był strach przed byciem widzianą.
A teraz ten strach zamienił się w coś innego.
Ostre. Słodkie. Żywe.
Dla mnie naturyzm okazał się czymś więcej niż odpoczynkiem bez ubrań. Był przyzwoleniem, by być kobietą bez usprawiedliwień. Nie idealną, nie wyretuszowaną, nie ukrytą w korzystnym kostiumie. Prawdziwą. Z pragnieniem. Ze skórą, która chce słońca. Z ciałem, które kocha wodę. Z oczami, które nie spuszczają już wzroku z zażenowania.
Z Elizabeth wciąż wspominamy tę chorwacką zatoczkę jako miejsce, w którym przestałyśmy być „dwiema przyjaciółkami, które trochę się zaniedbały”. Stałyśmy się dwiema kobietami, które znów poczuły się żywe, atrakcyjne i wolne.
I tak, bardzo chciałybyśmy poznać ludzi, którzy rozumieją to uczucie.
Ludzi, dla których nagość nie jest wstydem, lecz szczerością. Nie wulgarnością, lecz naturalnością. Nie wyzwaniem, lecz przyjemnością. Ludzi, którzy potrafią patrzeć bez prostactwa, rozmawiać bez napięcia i cieszyć się wolnością ciała tak samo jak my.
Myślałyśmy, że będziemy się siebie wstydzić. Ale tam, na gorących skałach nad morzem, po raz pierwszy poczułyśmy się naprawdę zmysłowe.
Mogłyśmy żartować z siebie, ile chciałyśmy, ale w głębi duszy obie byłyśmy zbyt krytyczne wobec własnych ciał. Miękki brzuch, biodra, jeden kieliszek za dużo, zbyt późna kolacja — wszystko to zauważałyśmy szybciej niż własną atrakcyjność.
Do Dubrownika pojechałyśmy po prostu, żeby uciec. Chciałyśmy słońca, morza, pięknych uliczek i poczucia, że nikt nas nie zna. Chorwacja od razu nas ujęła: rozgrzany kamień, przejrzysta woda, słone powietrze, lekkie sukienki przyklejające się do skóry po długich spacerach. Wszystko wokół zdawało się popychać nas ku odrobinie większej śmiałości.
Pewnego dnia, w małym barze nad wodą, wdałyśmy się w rozmowę z miejscowym chłopakiem. Opalony, uśmiechnięty, wyluzowany — z tych mężczyzn, którzy zdają się urodzeni nad morzem. Zapytałyśmy go, gdzie znajdziemy plażę bez tłumów turystów. Opowiedział nam o skalistej zatoczce: kamienie tuż przy wodzie, metalowa drabinka wbita w skałę, głębokie, czyste morze.
Potem dodał:
— Ludzie często opalają się tam bez ubrań.
Spojrzałyśmy z Elizabeth na siebie i od razu wybuchłyśmy śmiechem. Tym śmiechem, którego kobiety używają, gdy udają, że w ogóle ich to nie interesuje, choć coś w środku już się zapaliło. Widziałam jej oczy. Ona widziała moje.
Następnego dnia tam pojechałyśmy.
Zatoczka była niemal nieprzyzwoicie piękna. Wielkie, rozgrzane skały, błękitne morze, metalowa drabinka schodząca prosto do wody. Kilka osób leżało na ręcznikach. Niektórzy byli nadzy, ktoś schodził do morza, ktoś po prostu siedział na skraju skał i rozmawiał. A najdziwniejsze było to, że nikt nie wyglądał na zażenowanego.
Stałyśmy tam w kostiumach kąpielowych, udając, że wybieramy miejsce.
W środku cała drżałam.
Najbardziej nieoczekiwane było to, że nie krępowałam się obcych tak bardzo jak Elizabeth. Znałyśmy się całe życie: zmęczone, pijane, bez makijażu, po rozstaniach i złych dniach. Ale rozebranie się całkowicie przy niej wydawało się czymś innym. Zbyt szczerym. Zbyt bliskim.
Ona też była zdenerwowana. Wciąż poprawiała kostium, żartowała zbyt głośno i zerkała na inne kobiety, które spokojnie opalały się bez ubrań.
Rozłożyłyśmy ręczniki na płaskiej skale i położyłyśmy się w kostiumach. Przez jakieś dziesięć minut nie mówiłyśmy nic. Morze poruszało się pod nami, słońce grzało skórę, a obok ktoś spokojnie schodził po drabince do wody zupełnie nago.
Nagle nasz strach zaczął wydawać się śmieszny.
To ja pierwsza powiedziałam:
— Może… góra?
Elizabeth odwróciła głowę i spojrzała na mnie tak, jakbym wypowiedziała jej własną myśl.
— Tylko razem.
Usiadłyśmy i obie zaśmiałyśmy się nerwowo. Czułam, jak płonie mi twarz. Odwróciłyśmy się do siebie plecami, choć niczego to nie zmieniało, i niemal jednocześnie rozpięłyśmy góry bikini.
Cichy trzask.
Chwila ciszy.
Słońce dotknęło skóry, która zwykle zawsze była zakryta. Było to dziwne, niezręczne, gorące — i strasznie przyjemne. Leżałam na brzuchu, ale po minucie zdałam sobie sprawę, że chcę się obrócić. Nie dlatego, że nagle stałam się odważna. Moje ciało po prostu pragnęło słońca.
Elizabeth też się obróciła. Leżałyśmy obok siebie z odsłoniętymi piersiami, udając, że to zupełnie normalne. Ale między nami wisiała drgająca niezręczność — gorąca, żywa, niemal słodka.
Szepnęła:
— Boże… czemu nie zrobiłyśmy tego wcześniej?
Roześmiałyśmy się i napięcie zaczęło topnieć.
Ale został ostatni krok.
Zdjęcie dołu było znacznie trudniejsze. Długo krążyłyśmy wokół tej chwili: wstawałyśmy, siadałyśmy, żartowałyśmy, znów milkłyśmy. Kostium nagle przestał być ochroną, a stał się zbędnym kawałkiem materiału między ciałem a morzem.
W końcu Elizabeth westchnęła:
— Jeśli nie teraz, później będziemy żałować.
I zdjęła wszystko.
Ja zrobiłam to samo niemal natychmiast.
Pierwsze sekundy były szalone. Powietrze dotknęło mnie całej. Kamień pod stopami był gorący. Czułam swoje ciało tak wyraźnie, jakby wreszcie się obudziło. Stałyśmy nago w chorwackiej zatoczce i patrzyłyśmy na siebie — nieśmiało, ze zdziwieniem, niemal z niedowierzaniem.
A potem zaczęłyśmy się śmiać.
Nie nerwowo, ale z ulgą. Jakby to, co z siebie zdjęłyśmy, było nie tylko kostiumami, ale latami kompleksów.
Nie byłyśmy idealne. I nagle przestało to mieć znaczenie. Byłyśmy dorosłymi kobietami: żywymi, miękkimi, prawdziwymi. Było w tym tyle siły i piękna, że zrobiło mi się jeszcze goręcej niż od słońca.
Kiedy zeszłam po metalowej drabince do morza bez kostiumu, zaparło mi dech. Woda oplotła od razu całe moje ciało. Żadnych ramiączek, żadnego mokrego materiału, niczego nie trzeba było poprawiać. Zanurkowałam, wynurzyłam się i roześmiałam tak głośno, że Elizabeth nie wytrzymała i weszła za mną.
Gdy dotarła do wody, jej twarz się zmieniła. Cały niepokój zniknął. Został tylko zachwyt.
— Teraz rozumiem — powiedziała.
— Co?
— Dlaczego ludzie do tego wracają.
Potem nie chciałyśmy się już ubierać.
Leżałyśmy na skałach, rozmawiałyśmy, plotkowałyśmy, śmiałyśmy się — jak zawsze, tyle że teraz nie było już między nami żadnego muru. Nie wciągałyśmy już brzuchów, nie szukałyśmy korzystnego ujęcia, nie zasłaniałyśmy się ręcznikami. I z tej szczerości rodziło się dziwne, ciepłe, niemal elektryzujące napięcie.
Tak, to było zmysłowe.
Nie prostackie i nie wulgarne. Ciało po prostu czuło się żywe. Każdy podmuch wiatru, każda kropla wody, każde przelotne spojrzenie stawało się iskrą. Czasem ktoś przechodził obok. Czasem czyjś wzrok zatrzymywał się o sekundę dłużej. I za każdym razem serce zamierało mi na moment, a potem to, co wzbierało we mnie, nie było wstydem, lecz podnieceniem.
Wciąż spoglądałyśmy z Elizabeth na siebie i uśmiechałyśmy się jak dwie dziewczyny, którym udało się zrobić coś zakazanego. Tyle że teraz się nie bałyśmy. Było w tym coś słodkiego, zabawnego i niesamowicie wolnego.
Pod wieczór wróciłyśmy do Dubrownika opalone, rozluźnione i niemal pijane od słońca. W hotelu wzięłyśmy prysznic, włożyłyśmy lekkie sukienki i poszłyśmy do baru.
Tam poznałyśmy dwóch przystojnych chłopaków. Nic wulgarnego — koktajle, śmiech, komplementy, spojrzenia, rozmowy odrobinę bliższe, niż trzeba. Ale czułam, że z Elizabeth emanuje z nas coś nowego. Było w nas więcej śmiałości, więcej kobiecości, więcej tej energii, której nie da się udawać.
Jeden z nich zapytał:
— Jak minął wam dzień?
Elizabeth spojrzała na mnie i się uśmiechnęła.
— Bardzo swobodnie.
Obie się roześmiałyśmy. I zdałam sobie sprawę, że to najtrafniejsza możliwa odpowiedź.
Tej nocy długo myślałam o tym, że zmysłowość nie zawsze zaczyna się od czyjegoś dotyku czy słów. Czasem zaczyna się w chwili, gdy przestajesz ukrywać się przed samą sobą. Zdejmujesz kostium. Stajesz na gorącej skale. Czujesz strach. Nie uciekasz. I nagle rozumiesz, że twoje ciało wciąż potrafi pragnąć, drżeć, przyciągać i odpowiadać na spojrzenie.
Następnego dnia wróciłyśmy do tej zatoczki.
I tym razem prawie w ogóle się nie krępowałyśmy.
Kostiumy zostały w torbie głównie dla formalności. Opalałyśmy się nago, pływałyśmy, śmiałyśmy się i rozmawiałyśmy o tym, ile lat zmarnowałyśmy, krytykując same siebie. A im dłużej rozmawiałyśmy, tym jaśniejsze się stawało: problemem nigdy nie były nasze ciała. Problemem był strach przed byciem widzianą.
A teraz ten strach zamienił się w coś innego.
Ostre. Słodkie. Żywe.
Dla mnie naturyzm okazał się czymś więcej niż odpoczynkiem bez ubrań. Był przyzwoleniem, by być kobietą bez usprawiedliwień. Nie idealną, nie wyretuszowaną, nie ukrytą w korzystnym kostiumie. Prawdziwą. Z pragnieniem. Ze skórą, która chce słońca. Z ciałem, które kocha wodę. Z oczami, które nie spuszczają już wzroku z zażenowania.
Z Elizabeth wciąż wspominamy tę chorwacką zatoczkę jako miejsce, w którym przestałyśmy być „dwiema przyjaciółkami, które trochę się zaniedbały”. Stałyśmy się dwiema kobietami, które znów poczuły się żywe, atrakcyjne i wolne.
I tak, bardzo chciałybyśmy poznać ludzi, którzy rozumieją to uczucie.
Ludzi, dla których nagość nie jest wstydem, lecz szczerością. Nie wulgarnością, lecz naturalnością. Nie wyzwaniem, lecz przyjemnością. Ludzi, którzy potrafią patrzeć bez prostactwa, rozmawiać bez napięcia i cieszyć się wolnością ciała tak samo jak my.
Myślałyśmy, że będziemy się siebie wstydzić. Ale tam, na gorących skałach nad morzem, po raz pierwszy poczułyśmy się naprawdę zmysłowe.
🔒
Zarejestruj się, aby czytać dalej
Utwórz darmowe konto, aby czytać pełne historie i dołączyć do społeczności.
Zarejestruj się za darmo
Opublikowane przez
Diana and Elizabeth
Podobał Ci się ten artykuł?
🎂 36
🌍 gb
📸 2 Albumy
Zobacz pełny profil →
Damn, what a shape… Tits, ass — everything is perfect. Bold bitch, love it