Olivia: Upalna letnia wyprawa nad ustronną plażę nad rzeką gdzieś w Czechach zamienia się w niezapomniane pierwsze doświadczenie z naturyzmem — pełne śmiechu, zawstydzenia, malowania po ciele i nieśmiałej przyjaciółki-artystki, która w końcu odważa się dołączyć.
Jak zostałam nudystką? To trudne pytanie. Wciąż nie jestem do końca pewna, czy mogę się tak na poważnie nazywać. Może dopiero jestem na dobrej drodze. Ale pierwsze kroki już za mną — ostrożne, zabawne, trochę krępujące i bardzo przyjemne.
Wszystko zaczęło się zeszłego lata, kiedy poznałam Andrzeja. Zaproponował, żebyśmy pojechali na ustronną plażę nad rzeką gdzieś w Czechach, w miejsce ukryte z dala od zatłoczonych szlaków turystycznych, gdzie spotkanie obcych ludzi było prawie niemożliwe. Początkowo planowaliśmy wyjazd większą grupą, ale ostatecznie było nas tylko troje: Andrzej, ja i moja przyjaciółka Alicja.
Alicja to początkująca artystka. Zawsze nosi ze sobą szkicownik i patrzy na ludzi tak, jakby już zamieniała ich w linie, światło i cienie. Wiedząc, jak bardzo kocha rysować, przywiozłam jej mały prezent — zestaw farb akwarelowych. Myślałam, że dam jej go wieczorem nad wodą. Nie miałam pojęcia, że te farby staną się niemal głównym wydarzeniem naszej wyprawy.
Razem z Alicją przygotowałyśmy się na piknik: kupiłyśmy jedzenie, wzięłyśmy duże koce i włożyłyśmy nowe kostiumy kąpielowe. Andrzej już czekał na nas na przystanku i, rzecz jasna, wygłosił krótki wykład o kobietach, które się spóźniają. Potem była jazda autobusem, upał, zakurzona droga i kilka kilometrów na piechotę.
Im dalej szliśmy, tym mniej mieliśmy na sobie ubrań. Andrzej pierwszy zdjął koszulkę i obwiązał ją sobie wokół głowy, żeby chronić się przed słońcem. My z Alicją też zdjęłyśmy koszulki i szłyśmy dalej w spódnicach i górach od bikini. Było tak gorąco, że miałam ochotę zrzucić z siebie wszystko i wbiec prosto do wody.
Kiedy wreszcie dotarliśmy do publicznej części plaży nad rzeką, marzyłam już tylko o chłodnej wodzie. Ale Andrzej nie zatrzymał się tam.
„Jeszcze kawałek” — powiedział. „Pokażę wam prawdziwe miejsce”.
Szliśmy wzdłuż rzeki, mijając ciche domki, a potem skręciliśmy na wąską ścieżkę między krzakami i drzewami. W końcu wyszliśmy na małą zieloną polanę nad wodą. Było tam cicho, prawie dziko. To takie miejsce, w którym od razu czujesz, że możesz być odrobinę odważniejszy niż zwykle.
Rzuciliśmy nasze rzeczy na trawę, szybko pozbyliśmy się wszystkiego, co zbędne, i wbiegliśmy do wody. Była chłodna, czysta i po tym upale niemal ratowała życie.
Andrzej i ja wyszliśmy pierwsi. Wytarł twarz, spojrzał na mnie i nagle zapytał:
„A co, gdybym zdjął kąpielówki? Chcę mieć równą opaleniznę”.
Udałam, że się zastanawiam. Prawdę mówiąc, nie miałam nic przeciwko. Jedyne, co mnie krępowało, to Alicja. Wiedziałam, że może się zaczerwienić, obrazić, zacząć nas pouczać albo po prostu udawać, że już nas nie zna.
Ale Andrzej nie bardzo czekał na pozwolenie. Zdjął kąpielówki i położył się na brzuchu, całkowicie z siebie zadowolony. Szczerze mówiąc, wyglądał tak swobodnie, jakby całe życie jeździł na ukryte plaże nad rzeką i opalał się bez ani jednej nitki na sobie.
Czekałam na reakcję Alicji jak na wyrok.
Wyszła z wody, zobaczyła Andrzeja i zamarła. Jej twarz wyglądała, jakby przypadkiem trafiła nie na plażę, ale w środek czyjegoś snu. Ale ku mojemu zdziwieniu nic nie powiedziała. Po prostu bardzo się starała zachowywać, jakby wszystko było normalne, i położyła się obok nas.
I tak oto siedzieliśmy: Andrzej leżący nago i całkowicie rozluźniony, a my z Alicją wciąż w kostiumach, ale już nie czując się tak pewnie w swojej „przyzwoitości”.
Po chwili Andrzej zaprosił mnie na krótki spacer, za krzaki. Tam mnie pocałował i cicho powiedział:
„Zdejmij wszystko. Nikogo tu nie ma”.
Szczerze mówiąc, już wcześniej o tym myślałam. Kostium przyklejał mi się do ciała, zostawiał jasne ślady, odgradzał moją skórę od słońca. Ale Alicja była w pobliżu i czułam, że gdybym się rozebrała, byłaby to niemal zdrada naszej małej kobiecej solidarności.
Ale za krzakami ta solidarność szybko przegrała z ciekawością.
Zdjęłam górę. Potem dół. I od razu poczułam to dziwne, ekscytujące uczucie: jakby moje ciało nagle stało się swobodniejsze, jaśniejsze, bardziej żywe. Słońce dotknęło skóry tam, gdzie wcześniej był materiał. Powietrze dotknęło mnie całej. Wstydziłam się, owszem. Ale ten wstyd nie był ciężki. Był ciepły, żywy, zmieszany z przyjemnością.
Położyliśmy się na trawie i zaczęliśmy grać w karty. Potem Andrzej zawołał Alicję.
Przyszła niemal od razu. Zobaczyła mnie — już zupełnie nagą — i zawstydziła się jeszcze bardziej niż przy Andrzeju. Poczułam się trochę niezręcznie, ale, szczerze mówiąc, nie na tyle, żeby z powrotem włożyć kostium.
„Nie bądź taka poważna” — powiedział jej Andrzej. „Nikogo tu nie ma. Zdejmij to”.
Alicja pokręciła głową tak stanowczo, że można by pomyśleć, iż poprosił ją o obrabowanie banku.
Rozumiałam ją. Za pierwszym razem nigdy tak naprawdę nie chodzi o ciało. Chodzi o barierę w głowie. Ale jednocześnie leżałam na trawie, czułam słońce na całym ciele i myślałam: „Boże, jak dobrze bez tego całego materiału”.
Potem ścieżką nad rzeką przyszła starsza para. Mężczyzna i kobieta spokojnie rozłożyli swoje rzeczy i poszli prosto do wody — oboje zupełnie nadzy. Ich ciała dalekie były od doskonałości, ale mieli w sobie tyle spokoju i naturalnej pewności siebie, że aż rozbrajało. Nie starali się wyglądać pięknie. Po prostu byli sobą.
I to jakoś podziałało na nas jeszcze bardziej niż śmiałość Andrzeja.
Kiedy znów poszliśmy popływać, Andrzej odmówił ponownego włożenia kąpielówek. Przez wzgląd na Alicję wciągnęłam kostium z powrotem, choć zrobiłam to niemal ze złością na sam materiał. Ale po kąpieli, gdy wróciliśmy na naszą polanę, Andrzej w milczeniu zdjął mi mokry kostium i wytarł mnie ręcznikiem.
Stałam wśród zieleni, naga, mokra, ogrzana słońcem, i czułam się niewiarygodnie żywa. Gdzieś głęboko w środku wciąż tlił się ślad wstydu, ale już mną nie rządził. Stał się częścią zabawy. Małą iskrą, która tylko wzmacniała poczucie wolności.
Andrzej próbował „uratować” Alicję od jej kostiumu, ale odskoczyła od niego tak szybko, że oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Nazwała nas okropnymi deprawatorami i oświadczyła, że „artysta powinien obserwować, a nie uczestniczyć”.
I wtedy przypomniałam sobie o akwarelach.
Wyjęłam mały zestaw farb i wręczyłam jej.
„To obserwuj profesjonalnie. To dla ciebie”.
Oczy Alicji od razu się zmieniły. Artystka w niej natychmiast się obudziła. Otworzyła farby, dotknęła pędzli, spojrzała na wodę, na trawę, na nas — i było widać, że już coś sobie wyobraża.
Andrzej uśmiechnął się chytrze.
„Zróbmy tak. Namalujesz nas. Najpierw ją, potem mnie”.
Alicja zmrużyła oczy.
„Co masz na myśli?”
„W sensie artystycznym, naturystycznym, bardzo kulturalnym”.
Dodałam:
„Ale jest jeden warunek”.
Zrobiła się podejrzliwa.
„Jaki warunek?”
„Malujesz nago. Inaczej to nie fair. Wszyscy tu jesteśmy modelami, a ty wciąż w mundurze”.
Alicja spojrzała na nas, jakbyśmy w końcu postradali zmysły. Potem spojrzała na farby. Potem na moją skórę, na której ciepło i równo kładło się słońce. Potem na Andrzeja, który wyraźnie bawił się sytuacją.
„Manipulujecie moim profesjonalizmem” — powiedziała.
„Oczywiście” — odparłam. „I to całkiem skutecznie”.
Opierała się jeszcze przez pięć minut. Mówiła, że to głupie, że nie zamierza tego robić, że „artysta nie musi się rozbierać razem z modelem”. Ale jej palce już rozwiązywały troczki kostiumu. Było jasne, że ciekawość pokonała zawstydzenie.
Kiedy Alicja w końcu zdjęła kostium, stała bardzo prosto, zbyt poważna i cała czerwona ze wstydu. Nie śmialiśmy się z niej. Tylko się uśmiechaliśmy. W tamtej chwili była bardzo wzruszająca — przestraszona, uparta i piękna w swojej niezręczności.
„Tylko nie patrzcie tak na mnie” — powiedziała.
„Nie patrzymy” — odpowiedział Andrzej, choć oczywiście patrzył.
Wzięła pędzel i podeszła do mnie. Z początku jej ruchy były ostrożne, niemal profesjonalne. Poprowadziła chłodną, mokrą linię po moim ramieniu, potem wzdłuż obojczyka, potem pomalowała zieloną kreskę po moim ręku. Wzdrygnęłam się ze zdziwienia i roześmiałam.
„Nie ruszaj się, modelko” — powiedziała surowo, i to w końcu rozśmieszyło nas wszystkich.
Powoli się rozluźniała. Na mojej skórze pojawiły się liście, fale i małe złote linie niczym promienie słońca. Potem namalowała mi na biodrze zabawny kwiatek i oznajmiła, że to „symbol mojego moralnego upadku w naturyzm”.
Kiedy przyszła kolej na Andrzeja, już naprawdę dobrze się bawiła. Malowała mu plecy, ramiona i klatkę piersiową, próbując wyglądać na poważną mistrzynię, choć wciąż się uśmiechała. Andrzej stał cierpliwie, ale czasem specjalnie się poruszał i za to dostawał pędzlem po ramieniu.
Najzabawniejsze było to, że po pół godzinie Alicja zupełnie zapomniała, że jest naga. Spierała się o kolory, prosiła nas, żebyśmy odwracali się do światła, cofała się, żeby ocenić kompozycję, marszczyła brwi, poprawiała linie. Instynkt profesjonalistki naprawdę wziął górę. W pewnym momencie nie była już zawstydzoną dziewczyną bez kostiumu, ale artystką przy pracy.
I być może to był jej pierwszy prawdziwy krok.
Kiedy słońce zaczęło zachodzić, postanowiliśmy popływać ostatni raz przed wyjazdem. Andrzej i ja poszliśmy do wody nago, trzymając się za ręce. Woda była teraz łagodniejsza, powietrze cieplejsze, a wieczorne niebo odbijało się w rzece.
Weszliśmy do pasa i obejrzeliśmy się za siebie.
Alicja stała na brzegu, zupełnie naga, ze śladami akwareli na palcach i bardzo poważnym wyrazem twarzy.
„Chcę tylko sprawdzić, jak woda zmywa farbę” — powiedziała.
Oczywiście. Czysto profesjonalne zainteresowanie.
Śmialiśmy się tak głośno, że chyba nawet wędkarze gdzieś w oddali mogli nas usłyszeć.
Wróciliśmy do domu zmęczeni, opaleni, trochę zakurzeni i zupełnie szczęśliwi. To było nasze pierwsze prawdziwe doświadczenie odpoczynku bez ubrań na łonie natury — przypadkowe, niezręczne, bardzo zabawne i niespodziewanie piękne.
Nie wiem, czy po tym stałam się „prawdziwą” nudystką. Ale wiem na pewno, że nie chcę już bać się własnego ciała. Lubię słońce na skórze. Lubię wodę bez kostiumu. Lubię tę mieszankę wstydu, wolności i łagodnej śmiałości, kiedy przestajesz się ukrywać.
A Alicja mówi teraz, że naturyzm jest dziwny, oczywiście, ale „z artystycznego punktu widzenia interesujący”.
Tego lata już snujemy nowe plany. Chcemy pojechać nad morze, spróbować nocnej kąpieli bez ubrań, zorganizować dużą sesję zdjęciową z malowaniem po ciele i może znów dać Alicji pędzle — tyle że tym razem to ona sama już podsuwa pomysły.
Wygląda na to, że każde z nas na swój sposób zaczęło zawierać znajomość z naturą.
Andrzej przez równą opaleniznę.
Ja przez wolność.
A Alicja przez akwarele, nagich modeli i bardzo wątpliwą, ale inspirującą „profesjonalną konieczność”.
Wszystko zaczęło się zeszłego lata, kiedy poznałam Andrzeja. Zaproponował, żebyśmy pojechali na ustronną plażę nad rzeką gdzieś w Czechach, w miejsce ukryte z dala od zatłoczonych szlaków turystycznych, gdzie spotkanie obcych ludzi było prawie niemożliwe. Początkowo planowaliśmy wyjazd większą grupą, ale ostatecznie było nas tylko troje: Andrzej, ja i moja przyjaciółka Alicja.
Alicja to początkująca artystka. Zawsze nosi ze sobą szkicownik i patrzy na ludzi tak, jakby już zamieniała ich w linie, światło i cienie. Wiedząc, jak bardzo kocha rysować, przywiozłam jej mały prezent — zestaw farb akwarelowych. Myślałam, że dam jej go wieczorem nad wodą. Nie miałam pojęcia, że te farby staną się niemal głównym wydarzeniem naszej wyprawy.
Razem z Alicją przygotowałyśmy się na piknik: kupiłyśmy jedzenie, wzięłyśmy duże koce i włożyłyśmy nowe kostiumy kąpielowe. Andrzej już czekał na nas na przystanku i, rzecz jasna, wygłosił krótki wykład o kobietach, które się spóźniają. Potem była jazda autobusem, upał, zakurzona droga i kilka kilometrów na piechotę.
Im dalej szliśmy, tym mniej mieliśmy na sobie ubrań. Andrzej pierwszy zdjął koszulkę i obwiązał ją sobie wokół głowy, żeby chronić się przed słońcem. My z Alicją też zdjęłyśmy koszulki i szłyśmy dalej w spódnicach i górach od bikini. Było tak gorąco, że miałam ochotę zrzucić z siebie wszystko i wbiec prosto do wody.
Kiedy wreszcie dotarliśmy do publicznej części plaży nad rzeką, marzyłam już tylko o chłodnej wodzie. Ale Andrzej nie zatrzymał się tam.
„Jeszcze kawałek” — powiedział. „Pokażę wam prawdziwe miejsce”.
Szliśmy wzdłuż rzeki, mijając ciche domki, a potem skręciliśmy na wąską ścieżkę między krzakami i drzewami. W końcu wyszliśmy na małą zieloną polanę nad wodą. Było tam cicho, prawie dziko. To takie miejsce, w którym od razu czujesz, że możesz być odrobinę odważniejszy niż zwykle.
Rzuciliśmy nasze rzeczy na trawę, szybko pozbyliśmy się wszystkiego, co zbędne, i wbiegliśmy do wody. Była chłodna, czysta i po tym upale niemal ratowała życie.
Andrzej i ja wyszliśmy pierwsi. Wytarł twarz, spojrzał na mnie i nagle zapytał:
„A co, gdybym zdjął kąpielówki? Chcę mieć równą opaleniznę”.
Udałam, że się zastanawiam. Prawdę mówiąc, nie miałam nic przeciwko. Jedyne, co mnie krępowało, to Alicja. Wiedziałam, że może się zaczerwienić, obrazić, zacząć nas pouczać albo po prostu udawać, że już nas nie zna.
Ale Andrzej nie bardzo czekał na pozwolenie. Zdjął kąpielówki i położył się na brzuchu, całkowicie z siebie zadowolony. Szczerze mówiąc, wyglądał tak swobodnie, jakby całe życie jeździł na ukryte plaże nad rzeką i opalał się bez ani jednej nitki na sobie.
Czekałam na reakcję Alicji jak na wyrok.
Wyszła z wody, zobaczyła Andrzeja i zamarła. Jej twarz wyglądała, jakby przypadkiem trafiła nie na plażę, ale w środek czyjegoś snu. Ale ku mojemu zdziwieniu nic nie powiedziała. Po prostu bardzo się starała zachowywać, jakby wszystko było normalne, i położyła się obok nas.
I tak oto siedzieliśmy: Andrzej leżący nago i całkowicie rozluźniony, a my z Alicją wciąż w kostiumach, ale już nie czując się tak pewnie w swojej „przyzwoitości”.
Po chwili Andrzej zaprosił mnie na krótki spacer, za krzaki. Tam mnie pocałował i cicho powiedział:
„Zdejmij wszystko. Nikogo tu nie ma”.
Szczerze mówiąc, już wcześniej o tym myślałam. Kostium przyklejał mi się do ciała, zostawiał jasne ślady, odgradzał moją skórę od słońca. Ale Alicja była w pobliżu i czułam, że gdybym się rozebrała, byłaby to niemal zdrada naszej małej kobiecej solidarności.
Ale za krzakami ta solidarność szybko przegrała z ciekawością.
Zdjęłam górę. Potem dół. I od razu poczułam to dziwne, ekscytujące uczucie: jakby moje ciało nagle stało się swobodniejsze, jaśniejsze, bardziej żywe. Słońce dotknęło skóry tam, gdzie wcześniej był materiał. Powietrze dotknęło mnie całej. Wstydziłam się, owszem. Ale ten wstyd nie był ciężki. Był ciepły, żywy, zmieszany z przyjemnością.
Położyliśmy się na trawie i zaczęliśmy grać w karty. Potem Andrzej zawołał Alicję.
Przyszła niemal od razu. Zobaczyła mnie — już zupełnie nagą — i zawstydziła się jeszcze bardziej niż przy Andrzeju. Poczułam się trochę niezręcznie, ale, szczerze mówiąc, nie na tyle, żeby z powrotem włożyć kostium.
„Nie bądź taka poważna” — powiedział jej Andrzej. „Nikogo tu nie ma. Zdejmij to”.
Alicja pokręciła głową tak stanowczo, że można by pomyśleć, iż poprosił ją o obrabowanie banku.
Rozumiałam ją. Za pierwszym razem nigdy tak naprawdę nie chodzi o ciało. Chodzi o barierę w głowie. Ale jednocześnie leżałam na trawie, czułam słońce na całym ciele i myślałam: „Boże, jak dobrze bez tego całego materiału”.
Potem ścieżką nad rzeką przyszła starsza para. Mężczyzna i kobieta spokojnie rozłożyli swoje rzeczy i poszli prosto do wody — oboje zupełnie nadzy. Ich ciała dalekie były od doskonałości, ale mieli w sobie tyle spokoju i naturalnej pewności siebie, że aż rozbrajało. Nie starali się wyglądać pięknie. Po prostu byli sobą.
I to jakoś podziałało na nas jeszcze bardziej niż śmiałość Andrzeja.
Kiedy znów poszliśmy popływać, Andrzej odmówił ponownego włożenia kąpielówek. Przez wzgląd na Alicję wciągnęłam kostium z powrotem, choć zrobiłam to niemal ze złością na sam materiał. Ale po kąpieli, gdy wróciliśmy na naszą polanę, Andrzej w milczeniu zdjął mi mokry kostium i wytarł mnie ręcznikiem.
Stałam wśród zieleni, naga, mokra, ogrzana słońcem, i czułam się niewiarygodnie żywa. Gdzieś głęboko w środku wciąż tlił się ślad wstydu, ale już mną nie rządził. Stał się częścią zabawy. Małą iskrą, która tylko wzmacniała poczucie wolności.
Andrzej próbował „uratować” Alicję od jej kostiumu, ale odskoczyła od niego tak szybko, że oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Nazwała nas okropnymi deprawatorami i oświadczyła, że „artysta powinien obserwować, a nie uczestniczyć”.
I wtedy przypomniałam sobie o akwarelach.
Wyjęłam mały zestaw farb i wręczyłam jej.
„To obserwuj profesjonalnie. To dla ciebie”.
Oczy Alicji od razu się zmieniły. Artystka w niej natychmiast się obudziła. Otworzyła farby, dotknęła pędzli, spojrzała na wodę, na trawę, na nas — i było widać, że już coś sobie wyobraża.
Andrzej uśmiechnął się chytrze.
„Zróbmy tak. Namalujesz nas. Najpierw ją, potem mnie”.
Alicja zmrużyła oczy.
„Co masz na myśli?”
„W sensie artystycznym, naturystycznym, bardzo kulturalnym”.
Dodałam:
„Ale jest jeden warunek”.
Zrobiła się podejrzliwa.
„Jaki warunek?”
„Malujesz nago. Inaczej to nie fair. Wszyscy tu jesteśmy modelami, a ty wciąż w mundurze”.
Alicja spojrzała na nas, jakbyśmy w końcu postradali zmysły. Potem spojrzała na farby. Potem na moją skórę, na której ciepło i równo kładło się słońce. Potem na Andrzeja, który wyraźnie bawił się sytuacją.
„Manipulujecie moim profesjonalizmem” — powiedziała.
„Oczywiście” — odparłam. „I to całkiem skutecznie”.
Opierała się jeszcze przez pięć minut. Mówiła, że to głupie, że nie zamierza tego robić, że „artysta nie musi się rozbierać razem z modelem”. Ale jej palce już rozwiązywały troczki kostiumu. Było jasne, że ciekawość pokonała zawstydzenie.
Kiedy Alicja w końcu zdjęła kostium, stała bardzo prosto, zbyt poważna i cała czerwona ze wstydu. Nie śmialiśmy się z niej. Tylko się uśmiechaliśmy. W tamtej chwili była bardzo wzruszająca — przestraszona, uparta i piękna w swojej niezręczności.
„Tylko nie patrzcie tak na mnie” — powiedziała.
„Nie patrzymy” — odpowiedział Andrzej, choć oczywiście patrzył.
Wzięła pędzel i podeszła do mnie. Z początku jej ruchy były ostrożne, niemal profesjonalne. Poprowadziła chłodną, mokrą linię po moim ramieniu, potem wzdłuż obojczyka, potem pomalowała zieloną kreskę po moim ręku. Wzdrygnęłam się ze zdziwienia i roześmiałam.
„Nie ruszaj się, modelko” — powiedziała surowo, i to w końcu rozśmieszyło nas wszystkich.
Powoli się rozluźniała. Na mojej skórze pojawiły się liście, fale i małe złote linie niczym promienie słońca. Potem namalowała mi na biodrze zabawny kwiatek i oznajmiła, że to „symbol mojego moralnego upadku w naturyzm”.
Kiedy przyszła kolej na Andrzeja, już naprawdę dobrze się bawiła. Malowała mu plecy, ramiona i klatkę piersiową, próbując wyglądać na poważną mistrzynię, choć wciąż się uśmiechała. Andrzej stał cierpliwie, ale czasem specjalnie się poruszał i za to dostawał pędzlem po ramieniu.
Najzabawniejsze było to, że po pół godzinie Alicja zupełnie zapomniała, że jest naga. Spierała się o kolory, prosiła nas, żebyśmy odwracali się do światła, cofała się, żeby ocenić kompozycję, marszczyła brwi, poprawiała linie. Instynkt profesjonalistki naprawdę wziął górę. W pewnym momencie nie była już zawstydzoną dziewczyną bez kostiumu, ale artystką przy pracy.
I być może to był jej pierwszy prawdziwy krok.
Kiedy słońce zaczęło zachodzić, postanowiliśmy popływać ostatni raz przed wyjazdem. Andrzej i ja poszliśmy do wody nago, trzymając się za ręce. Woda była teraz łagodniejsza, powietrze cieplejsze, a wieczorne niebo odbijało się w rzece.
Weszliśmy do pasa i obejrzeliśmy się za siebie.
Alicja stała na brzegu, zupełnie naga, ze śladami akwareli na palcach i bardzo poważnym wyrazem twarzy.
„Chcę tylko sprawdzić, jak woda zmywa farbę” — powiedziała.
Oczywiście. Czysto profesjonalne zainteresowanie.
Śmialiśmy się tak głośno, że chyba nawet wędkarze gdzieś w oddali mogli nas usłyszeć.
Wróciliśmy do domu zmęczeni, opaleni, trochę zakurzeni i zupełnie szczęśliwi. To było nasze pierwsze prawdziwe doświadczenie odpoczynku bez ubrań na łonie natury — przypadkowe, niezręczne, bardzo zabawne i niespodziewanie piękne.
Nie wiem, czy po tym stałam się „prawdziwą” nudystką. Ale wiem na pewno, że nie chcę już bać się własnego ciała. Lubię słońce na skórze. Lubię wodę bez kostiumu. Lubię tę mieszankę wstydu, wolności i łagodnej śmiałości, kiedy przestajesz się ukrywać.
A Alicja mówi teraz, że naturyzm jest dziwny, oczywiście, ale „z artystycznego punktu widzenia interesujący”.
Tego lata już snujemy nowe plany. Chcemy pojechać nad morze, spróbować nocnej kąpieli bez ubrań, zorganizować dużą sesję zdjęciową z malowaniem po ciele i może znów dać Alicji pędzle — tyle że tym razem to ona sama już podsuwa pomysły.
Wygląda na to, że każde z nas na swój sposób zaczęło zawierać znajomość z naturą.
Andrzej przez równą opaleniznę.
Ja przez wolność.
A Alicja przez akwarele, nagich modeli i bardzo wątpliwą, ale inspirującą „profesjonalną konieczność”.
🔒
Zarejestruj się, aby czytać dalej
Utwórz darmowe konto, aby czytać pełne historie i dołączyć do społeczności.
Zarejestruj się za darmo
Goddess with a naked figure and unbelievable curves. Full respect and a massive hard-on.
Guys love women exactly for that kind of femininity.
That calmness really looks amazing.
Those curves in the sunlight look insanely hot.