Zrobiliśmy nasze pierwsze nagie zdjęcia
👁
1 671 Wyświetlenia
Katherine: Katherine szczerze opowiada, jak żartobliwa rozmowa w hotelowym pokoju w Chorwacji zamieniła się w pierwszą, pełną swobody sesję nagich zdjęć z mężem w okolicach Prizny — niezręczną, zabawną, intymną i zaskakująco wyzwalającą.
Nazywam się Katherine, mam 28 lat i pochodzę ze Słowenii. Ta historia wydarzyła się w Chorwacji, niedaleko Prizny, gdzie razem z mężem spędzaliśmy kilka dni wakacji.
Pewnego wieczoru wróciliśmy do pokoju po całym dniu nad morzem, otworzyliśmy wino i zaczęliśmy przeskakiwać kanały w telewizji. Przypadkiem trafiliśmy na kanał erotyczny. Najpierw się śmialiśmy. Potem z jakiegoś powodu nie przełączyliśmy dalej. Siedzieliśmy obok siebie, udając, że to tylko żart, ale oboje czuliśmy, że nastrój się zmienił.
I nagle powiedziałam:
„A dlaczego my nie mamy takich zdjęć?”
Mąż zapytał:
„Jakich?”
„Naszych. Pięknych. Nago. No, nie dokładnie takich, ale żeby zobaczyć siebie z boku.”
Roześmiał się, ale było widać, że pomysł mu się spodobał.
Następnego dnia naprawdę kupił mały aparat z pilotem. I to trochę mnie przestraszyło. Co innego rzucić coś takiego wieczorem po winie. A co innego, gdy rano ktoś wraca z aparatem i mówi: „No co, pani reżyser, ruszamy?”
Znaleźliśmy prawie pustą zatoczkę niedaleko Prizny. Skały, przejrzysta woda, słońce i prawie żywej duszy dookoła. Mąż ustawił aparat na statywie, sprawdził kadr, biegał tam i z powrotem, a ja stałam w kostiumie kąpielowym i myślałam: „Sama to zaproponowałaś — nie wycofuj się teraz.”
Najpierw zdjęłam górę. Potem długo się śmiałam i mówiłam, że wyglądam głupio. Mąż powiedział, że wyglądam świetnie. Później zdjęłam dół kostiumu — i od razu poczułam się bardzo skrępowana.
Obok był tylko mój mąż, ludzi w pobliżu praktycznie nie było, ale aparat stał tuż przed nami. I z jakiegoś powodu to właśnie było najbardziej ekscytujące.
Pierwsze ujęcia były niezręczne. Nie wiedziałam, gdzie podziać ręce. Ciągle się zasłaniałam, śmiałam się i prosiłam, żeby skasował zdjęcie. Mąż też nie był specjalnie opanowanym fotografem — sam był zdenerwowany, tylko udawał, że wszystko ma pod kontrolą.
Potem zaczęliśmy się wygłupiać i wszystko stało się łatwiejsze.
Przestaliśmy próbować zrobić „idealną erotyczną sesję zdjęciową” i po prostu się bawiliśmy. Leżałam na ręczniku, on wciskał pilota. Potem siadaliśmy razem i próbowaliśmy zmieścić się w kadrze. Później ja brałam pilota i mówiłam, że on nic nie wie o kątach. On mi go odbierał i ogłaszał się głównym operatorem.
Kłóciliśmy się o ten pilot jak dzieci. I to właśnie te śmieszne, krzywe, żywe zdjęcia stały się naszymi ulubionymi.
Po jakimś czasie prawie przestałam myśleć o tym, że jestem naga. Na początku nagość była głównym wydarzeniem. Potem po prostu stała się częścią dnia. Opalaliśmy się, przytulaliśmy, siedzieliśmy nad wodą, śmialiśmy się, oglądaliśmy zdjęcia i znów wciskaliśmy pilota.
Czasem wracało zawstydzenie — zwłaszcza gdy słyszałam gdzieś w oddali łódź albo przypominałam sobie, że aparat wszystko rejestruje. Ale to zawstydzenie już mnie nie przerażało. Sprawiało tylko, że chwila stawała się bardziej wyrazista.
I tak, było w tym dużo emocji. Nie jak w filmie, ale prawdziwie: morze, słońce, naga skóra, spojrzenie męża i poczucie, że to nasz mały sekret.
Tego wieczoru wróciliśmy do hotelu, otworzyliśmy wino i zaczęliśmy przeglądać zdjęcia. Telewizor nie był nam już potrzebny.
Część ujęć od razu skasowaliśmy. Część nas rozśmieszyła. Przy niektórych milkliśmy na chwilę. Bo to byliśmy my — niedoskonali, nie pozowani, ale prawdziwi. Śmieszni, nieśmiali, nadzy, szczęśliwi.
Po raz pierwszy patrzyłam na swoje zdjęcia i myślałam nie o wadach, ale o tej chwili. O tym, jak się śmiałam. O tym, jak patrzył na mnie mąż. O tym, jak najpierw się zasłaniałam, a potem przestałam.
Dla mnie okazało się to nie tylko sprawą seksu, choć zmysłowości było w tym mnóstwo. Chodziło o zaufanie. O zabawę. O wolność od ciągłej kontroli.
Myśleliśmy, że po prostu zrobimy kilka odważnych zdjęć.
A zamiast tego dostaliśmy dzień, który do dziś wspominamy z uśmiechem.
Pewnego wieczoru wróciliśmy do pokoju po całym dniu nad morzem, otworzyliśmy wino i zaczęliśmy przeskakiwać kanały w telewizji. Przypadkiem trafiliśmy na kanał erotyczny. Najpierw się śmialiśmy. Potem z jakiegoś powodu nie przełączyliśmy dalej. Siedzieliśmy obok siebie, udając, że to tylko żart, ale oboje czuliśmy, że nastrój się zmienił.
I nagle powiedziałam:
„A dlaczego my nie mamy takich zdjęć?”
Mąż zapytał:
„Jakich?”
„Naszych. Pięknych. Nago. No, nie dokładnie takich, ale żeby zobaczyć siebie z boku.”
Roześmiał się, ale było widać, że pomysł mu się spodobał.
Następnego dnia naprawdę kupił mały aparat z pilotem. I to trochę mnie przestraszyło. Co innego rzucić coś takiego wieczorem po winie. A co innego, gdy rano ktoś wraca z aparatem i mówi: „No co, pani reżyser, ruszamy?”
Znaleźliśmy prawie pustą zatoczkę niedaleko Prizny. Skały, przejrzysta woda, słońce i prawie żywej duszy dookoła. Mąż ustawił aparat na statywie, sprawdził kadr, biegał tam i z powrotem, a ja stałam w kostiumie kąpielowym i myślałam: „Sama to zaproponowałaś — nie wycofuj się teraz.”
Najpierw zdjęłam górę. Potem długo się śmiałam i mówiłam, że wyglądam głupio. Mąż powiedział, że wyglądam świetnie. Później zdjęłam dół kostiumu — i od razu poczułam się bardzo skrępowana.
Obok był tylko mój mąż, ludzi w pobliżu praktycznie nie było, ale aparat stał tuż przed nami. I z jakiegoś powodu to właśnie było najbardziej ekscytujące.
Pierwsze ujęcia były niezręczne. Nie wiedziałam, gdzie podziać ręce. Ciągle się zasłaniałam, śmiałam się i prosiłam, żeby skasował zdjęcie. Mąż też nie był specjalnie opanowanym fotografem — sam był zdenerwowany, tylko udawał, że wszystko ma pod kontrolą.
Potem zaczęliśmy się wygłupiać i wszystko stało się łatwiejsze.
Przestaliśmy próbować zrobić „idealną erotyczną sesję zdjęciową” i po prostu się bawiliśmy. Leżałam na ręczniku, on wciskał pilota. Potem siadaliśmy razem i próbowaliśmy zmieścić się w kadrze. Później ja brałam pilota i mówiłam, że on nic nie wie o kątach. On mi go odbierał i ogłaszał się głównym operatorem.
Kłóciliśmy się o ten pilot jak dzieci. I to właśnie te śmieszne, krzywe, żywe zdjęcia stały się naszymi ulubionymi.
Po jakimś czasie prawie przestałam myśleć o tym, że jestem naga. Na początku nagość była głównym wydarzeniem. Potem po prostu stała się częścią dnia. Opalaliśmy się, przytulaliśmy, siedzieliśmy nad wodą, śmialiśmy się, oglądaliśmy zdjęcia i znów wciskaliśmy pilota.
Czasem wracało zawstydzenie — zwłaszcza gdy słyszałam gdzieś w oddali łódź albo przypominałam sobie, że aparat wszystko rejestruje. Ale to zawstydzenie już mnie nie przerażało. Sprawiało tylko, że chwila stawała się bardziej wyrazista.
I tak, było w tym dużo emocji. Nie jak w filmie, ale prawdziwie: morze, słońce, naga skóra, spojrzenie męża i poczucie, że to nasz mały sekret.
Tego wieczoru wróciliśmy do hotelu, otworzyliśmy wino i zaczęliśmy przeglądać zdjęcia. Telewizor nie był nam już potrzebny.
Część ujęć od razu skasowaliśmy. Część nas rozśmieszyła. Przy niektórych milkliśmy na chwilę. Bo to byliśmy my — niedoskonali, nie pozowani, ale prawdziwi. Śmieszni, nieśmiali, nadzy, szczęśliwi.
Po raz pierwszy patrzyłam na swoje zdjęcia i myślałam nie o wadach, ale o tej chwili. O tym, jak się śmiałam. O tym, jak patrzył na mnie mąż. O tym, jak najpierw się zasłaniałam, a potem przestałam.
Dla mnie okazało się to nie tylko sprawą seksu, choć zmysłowości było w tym mnóstwo. Chodziło o zaufanie. O zabawę. O wolność od ciągłej kontroli.
Myśleliśmy, że po prostu zrobimy kilka odważnych zdjęć.
A zamiast tego dostaliśmy dzień, który do dziś wspominamy z uśmiechem.
🔒
Zarejestruj się, aby czytać dalej
Utwórz darmowe konto, aby czytać pełne historie i dołączyć do społeczności.
Zarejestruj się za darmo
Confidence at maximum, body impossible to stop staring at. Hot bitch.
Insanely love when a girl feels confident.
Most fears really go away once you stop comparing yourself to others.